I tak skończymy na lewej

28 czerwca 2016 – Amelcia 😉

Hej!

Zastanawialiście się pewnie, czemu tak długo nie pisałam – wszystko przez matury i całe to zamieszanie wokół nich. Ale teraz mam je za sobą (mam nadzieję, że zdam!) i wracam do naszego wspaniałego bloga 😉 Już niedługo więcej postów!

***

Tragiczny wypadek w Pile. Czworo nastolatków zginęło, dwoje dorosłych jest rannych po zderzeniu samochodowym na ulicy Wodnej. Z początkowych ustaleń wynika, że wypadek spowodowany był przez młodego kierowcę jadącego pod prąd. Nadal czekamy na nowe fakty i pełną analizę sytuacji oraz potwierdzenie tożsamości ofiar śmiertelnych.

***

Amelia nacisnęła przycisk publikujący post na blogu i czekała. Oczywiście, właśnie napisała półprawdę. Nieprawdę. Kłamstwo. Matury nie były dla niej większym problemem i spokojnie mogła pomiędzy nimi dodawać kolejne wpisy. Prawdziwy problem był znacznie bardziej tajemniczy i, mimo całej swojej groteskowości, zdawał się być dość poważny.
– Zobaczysz, zobaczysz… zaraz się pojawi – powiedziała do swojej przyjaciółki Oliwii siedzącej obok niej przy biurku. – To znaczy, mam nadzieję, że nie. Ale pewnie tak.
– To takie ekscytujące! – zawołała Oliwia. – Prawie jak w jakimś opowiadaniu kryminalnym!
– Sama nie wiem… wcześniej to było straszne, ale teraz w sumie równie dobrze może być ekscytujące… chciałabym tylko mieć jakieś logiczne rozwiązanie. O, już jest! – Wskazała na ekran. Obiekt, który „już był”, stanowił komentarz na blogu. Dodany był przez użytkownika o nicku „Użytkownik anonimowy” (w odróżnieniu od „Anonimowych użytkowników”, którzy rzeczywiście byli anonimowymi użytkownikami, gośćmi niezarejestrowanymi w serwisie), zaś jego treść brzmiała… „ziemniak”.
– Ziemniak? – spytała zaskoczona Oliwia.
– Ziemniak – potwierdziła z mroźną powagą w głosie Amelia. – To kolejny taki komentarz. Każdy z nich ma jedno słowo, nazwę warzywa. Niektóre warzywa się powtarzają, niektóre nie. Pokażę ci. – Zamknęła najnowszy post i przeszła do listy wszystkich komentarzy na blogu. – Nie usunęłam poprzednich, tylko ukryłam, tak że tylko ja je widzę. – Przewijała listę przez chwilę, wskazując na kolejne ukryte komentarze autorstwa Użytkownika anonimowego, po czym wreszcie dotarła do daty trzynastego kwietnia. – Spójrz, tutaj wszystko się zaczęło.
– Bakłażan – zauważyła Oliwia.
– Otóż to, bakłażan. Następny post jest z szesnastego kwietnia, komentarz brzmi „rzodkiewka”. Kolejny post dodałam sześć dni po tym z bakłażanem, i…
– Ziemniak, tak jak dzisiaj!
– Tak. Jak mówiłam, niektóre się powtarzają.
– Ale dlaczego?
– Nie mam pojęcia. Te komentarze zawsze pojawiają się w kilka, najwyżej kilkanaście minut po dodaniu postu, chyba że robię to w środku nocy… to znaczy, nie ja sama, ale raz czy dwa ustawiłam automatyczne dodanie postu na trzecią w nocy, żeby zobaczyć co się stanie. Wtedy komentarz pojawił się jakieś dwie godziny później, ale też był nazwą warzywa. Jak zawsze.
– Rzeczywiście, tajemnicza sprawa.
– Ale nie to jest najgorsze. Przez dwa tygodnie komentarze pojawiały się tylko na blogu i myślałam, że to tylko jakiś zepsuty bot reklamowy albo głupi żart, ale dwudziestego ósmego kwietnia znalazłam w swojej szkolnej szafce karteczkę z wydrukowanym słowem „burak”… wiem że to on, że to Anonimowy użytkownik.
Oliwia spojrzała z niepokojem w błękitne oczy przyjaciółki.
– I nikomu o tym nie powiedziałaś? – spytała. – To może być dla ciebie niebezpieczne.
– Jesteś pierwszą osobą, której o tym mówię. Dostałam jeszcze kilka takich karteczek, pierwszą wyrzuciłam, bo się bałam i nie chciałam o tym myśleć, ale resztę jeszcze mam… inaczej nikt by mi nie uwierzył, prawda?
– Ja ci wierzę.
– Nikt z… policji czy czegoś w tym rodzaju, kto mógłby rozwiązać tę sprawę.
– Nie chcesz chyba iść z tym na policję?
– Nie chciałam… myślę, że to ostateczność, ale… obawiam się. Co jeśli nie skończy się na karteczkach? Ten ktoś, ktokolwiek to jest, wie gdzie chodzę do szkoły i prześladuje mnie… i wkłada w to sporo wysiłku.
– Nie myślałaś, że może to być… nie wiem, jakiś chłopak z naszej szkoły? Ktoś komu się podobasz? – Oliwia spostrzegła podirytowany wzrok przyjaciółki i szybko dodała:
– Jasne, to byłoby… dziwne, bardzo dziwne, wręcz chore zachowanie, ale… chłopacy w ogóle są dziwni, nie?
Dziewczęta przez chwilę siedziały w milczeniu. Słońce czerwcowego popołudnia sączyło się do pokoju Amelii przez zasłonięte delikatnymi białymi firankami okno.  Pokój nie był bardzo duży, lecz mimo to dość przestronny, z praktycznie umiejscowionymi meblami utrzymanymi w ciepłej, kasztanowej kolorystyce. Delikatne odbicie światła w jasnych oczach obu przyjaciółek oraz w postawionych przed nimi na biurku szklankach z mineralną wodą nadawało scenerii nieco magicznego połysku. Nagle w zielonych oczach Oliwii zawitało olśnienie.
– Wiem! – zawołała cicho. Amelia spojrzała na nią z zaciekawieniem. – Wiem, do kogo możesz się zwrócić. Mam takiego znajomego… z klasy c z naszego rocznika… nazywa się… w sumie nie wiem jak się nazywa, wszyscy mówią na niego „Sherlock” i to chyba dużo mówi na jego temat… i dlaczego o nim pomyślałam.
– No tak… – odparła z uśmiechem Amelia. – To jak, prosimy go o pomoc?
– Jasne. To takie ekscytujące! – zawołała Oliwia. – Prawdziwa sprawa detektywistyczna… – zreflektowała się jednak i dodała szybko:
– Oczywiście nie umniejszając całej niewygodzie, jaka cię spotyka z tego powodu. Zaraz napiszę do Janka, najlepszego przyjaciela Sherlocka… kto wie, może nawet uda nam się spotkać z nimi dzisiaj?

***

Był poranek, początek kolejnego ciepłego dnia, ostatniej już czerwcowej środy tego roku. Amelia, ubrana w lekką białą bluzkę i krótkie czarne spodenki, otworzyła drzwi swojego domu i już przekraczała próg, gdy zobaczyła coś na wycieraczce. Była to biała karteczka. Podniosła ją i, mimo że bała się tego, co zobaczy, odwróciła. Jej obawy się spełniły. Po drugiej stronie karteczki czekało słowo „brukiew”. Z trudem powstrzymała okrzyk zdumienia i przestrachu. A więc teraz Użytkownik anonimowy nie tylko wiedział gdzie Amelia chodzi do szkoły… on wiedział, gdzie ona mieszka!
Amelia szybko opanowała się, zamknęła za sobą drzwi i wyszła na ulicę. Spotkała się tam – zgodnie z wczorajszą umową – z Oliwią. Widok przyjaciółki dodał jej pewności siebie, zwłaszcza że Oliwia jak zwykle wyglądała świetnie. Jej długie, jasnobrązowe włosy opadały na ramiona po obu stronach czarnej bluzki bez rękawów, a wizerunek łagodziła w pewien sposób jasnobłękitna spódniczka.
– Hej! – przywitała się Oliwia.
– Cześć! – zawołała Amelia. – Nie uwierzysz, co znalazłam!
– Czyżby…
– Tak, kolejna kartka. To… fascynujące, ale przede wszystkim niepokojące.
– Ten ktoś wie, gdzie mieszkasz.
– Tak… – Amelia zamyśliła się na chwilę, lecz szybko podjęła nowy temat. – To jak, gotowa na spotkanie z Sherlockiem? Znasz drogę?
– Tak, sprawdziłam dojazd… to całkiem niedaleko, na Piekarskiej 22.
– To świetnie. Idziemy?
– Idziemy – potwierdziła pewnym głosem Oliwia.

***

Drzwi mieszkania, opatrzone napisem „Piekarska 221B”, otworzył wspomniany przez Oliwię Janek – umiarkowanego wzrostu chłopak o brązowych oczach i średniej długości włosach w kolorze ciemnego blondu. Miał na sobie długie spodnie i jasną koszulę w kratę. Uśmiechnął się do dziewcząt na przywitanie:
– Witajcie w biurze detektywistycznym „Johnlock”. Zapraszam do środka.
Poprowadził przyjaciółki przez ciemny i czysty korytarz mieszkania do pokoju, którego drzwi nosiły tabliczkę z napisem „Biuro detektywistyczne Johnlock”. Pomieszczenie było duże, lecz pogrążone w twórczym nieładzie, ze sporą częścią podłogi pokrytą książkami, rysunkami, mapami, zdjęciami i wieloma innymi drobiazgami różnego rodzaju. Na środku stały trzy fotele – dwa ustawione na przeciwko jednego – zaś pod oknem stało biurko z laptopem i kilkoma kolejnymi stertami książek. Na jednym z pary foteli siedział wysoki chłopak o ciemnych kręconych włosach i jasnych, przenikliwych oczach, ubrany w ciemną koszulę i spodnie oraz lekki szalik (tak, w czerwcu i wewnątrz pomieszczenia). Jak domyśliła się Amelia, był to tak zwany Sherlock.
– Cześć – przywitały się dziewczęta.
– Witajcie – odpowiedział Sherlock po chwili roztargnionego milczenia. – Jak uprzedził mnie mój przyjaciel Janek i jak mógłbym wywnioskować ze swojego aspołecznego trybu życia, przychodzicie do mnie ze sprawą do rozwiązania. Jaka to sprawa?
Amelia usiadła w fotelu naprzeciwko – jak wyjaśnił jej Janek, tego wymagała tradycja biura; Oliwia skorzystała z krzesła przy biurku, zaś sam Janek zajął swoje miejsce obok Sherlocka – i przedstawiła młodym detektywom swoją historię, zaczynając od komentarzy z bloga i kończąc na kartce znalezionej na progu własnego domu. Sherlock milczał chwilę, po czym spytał:
– Masz przy sobie te kartki?
– Tak – potwierdziła Amelia. – Zapisałam też w notatniku, kiedy którą znalazłam, tak na wszelki wypadek. Może to coś pomoże.
– Znakomicie! – ucieszył się detektyw. – Pomoże z pewnością, jesteś bardzo przewidującą młodą damą.
– Przecież jesteśmy w tym samym… – zaczęła oburzać się Amelia, jednak Sherlock kontynuował:
– Mogłabyś się teraz zalogować na bloga i pokazać mi te komentarze?
Amelia przytaknęła i zalogowała się na laptopie Sherlocka. Ten przejrzał wszystkie komentarze, porozkładał na wolnych miejscach na biurku karteczki przyniesione przez dziewczynę i przez chwilę przyglądał się im oraz datom z notatnika. Wreszcie odwrócił się w stronę reszty zebranych:
– Oczywiście, kluczem do rozwiązania tej zagadki jest cykl.
– Cykl? – spytała Oliwia.
– Cykl. Nie zauważyłyście cyklu? – Dziewczęta pokręciły głowami, zaskoczone. Sherlock kontynuował. – Przecież to oczywiste. Treści komentarzy i kartek zależą od dziesięciodniowego cyklu dziesięciu warzyw. Każdy dzień cyklu ma swoje własne warzywo, ale nie codziennie pojawiały się komentarze lub kartki, więc nie dało się tego stwierdzić od razu, jednak po tej liczbie wiadomości, które już dostałaś, obecność cyklu jest oczywista. Zwróćcie uwagę na pierwsze komentarze. Pierwsze warzywo cyklu to oczywiście bakłażan, dalej jest rzodkiewka, która pojawiła się cztery dni później. Trzeci komentarz przyszedł siódmego dnia cyklu, dokładnie takiego jak wczorajszy – w obu przypadkach warzywem jest ziemniak. Pierwsza kartka, z dwudziestego ósmego kwietnia, ma na sobie słowo „burak”, które jest też treścią komentarza z ósmego maja oraz kartki z osiemnastego maja. Wszystko w dziesięciodniowych odstępach. Dziecinnie proste, czyż nie?
Amelia nieśmiało pokiwała głową. Spojrzała na przyjaciółkę, żeby upewnić się, że nie tylko ona nic z tego nie rozumie – była w końcu blondynką; może te wszystkie żarty jednak mają coś wspólnego z rzeczywistością? – i dodał jej otuchy wyraz twarzy Oliwii stanowiący obraz całkowitego zdezorientowania.
– Spokojnie, on zawsze taki jest – szepnął Janek. – Ale z jego błyskotliwością… trudno się dziwić.
– Dobrze, ale… dlaczego? – spytała Amelia. – Jaki jest… cel tego Użytkownika anonimowego?
– W tym właśnie problem – stwierdził z powagą Sherlock. – Nie mam pojęcia.
– To coś nowego – zauważył Janek.
Sherlock zignorował jego uwagę i podjął:
– Żeby się dowiedzieć, musimy przeprowadzić oględziny miejsca zbrodni… to znaczy, twojej szafki, Amelio. Szkoła powinna być otwarta o tej porze… ruszamy!
– Ruszamy? – spytała nadal zdezorientowana Oliwia.
– Ruszamy. Nie ma sensu tracić czasu. – Sherlock wstał, wziął z wieszaka w kącie pokoju płaszcz i czapkę i, zakładając je w chodzie, poszedł w stronę drzwi wyjściowych.
– Cóż, chyba nie mamy wyjścia. – Janek uśmiechnął się przepraszająco. – Jedziemy zbierać dowody na miejscu zbrodni. Będziemy się dobrze bawić.
Amelia i Oliwia również wstały i, przyzwyczaiwszy się szybko do myśli o zbieraniu dowodów na miejscu zbrodni, wyszły z mieszkania wraz z Jankiem oraz, co ważniejsze, z nowym podekscytowaniem i energią do działania. W czwórkę wyszli z bloku przy ulicy Piekarskiej i skierowali się w stronę pobliskiego parkingu, na którym stał czarny samochód rodziców Sherlocka (to on z dwójki detektywów miał już prawo jazdy).
– Mam tylko nadzieję, że znowu nie zacznie… – powiedział do siebie pod nosem Janek. Amelię zaintrygowały te słowa, lecz postanowiła o to nie pytać – zresztą bardzo szybko miała się dosadnie przekonać, co znaczyły.
Cała czwórka wsiadła do pojazdu, zapięła pasy i Sherlock wyjechał z parkingu na ulicę. Coś było jednak nie tak i trójka pasażerów w mgnieniu oka zorientowała się, co.
– Czemu jedziesz lewym pasem?! – zawołała przestraszona Amelia.
– To ta jego obsesja na punkcie Sherlocka Holmesa, wydaje mu się, że żyje w Londynie – wyjaśnił jej Janek, po czym zaczął krzyczeć na Sherlocka:
– Co ty wyprawiasz?! Zjedź natychmiast na prawo. W tej chwili!
– Spokojnie – odparł Sherlock opanowanym głosem. – Przecież i tak skończymy na lewej.
– Co ma przez to na myśli? – spytała Amelia.
Nikt jej jednak nie odpowiedział. Wjeżdżali na Wodną – jakimś cudem udało się uniknąć wypadku na Piekarskiej – i natrafili na większy ruch. Oliwia zaczęła piszczeć, Janek próbował samemu przejąć kierownicę, jednak było już za późno. Kierowca samochodu jadącego z naprzeciwka nie zareagował w odpowiednim momencie i doszło do niemal wprost czołowego zderzenia. Zderzenia tragicznego w skutkach.

 

LINK do opowiadania Pradwy: https://pradwa.wordpress.com/2016/07/23/i-tak-skonczymy-na-lewej/

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s