„Szybcy i wściekli: Hobbs i Shaw” – recenzja filmu

Szybcy i wściekli to w świecie filmu absolutny ewenement – seria, która pomimo aż ośmiu filmów na koncie wcale nie traci, a wręcz zyskuje na świeżości i pomysłowości, z siódmą częścią jako absolutnym szczytem pod względem jakości, a ósmą – pod względem rozmachu. Na przestrzeni lat cykl stał się swego rodzaju podsumowaniem całego gatunku kina akcji, angażując jego gwiazdy z różnych epok i stron świata – Dwayne’a „The Rocka” Johnsona, Jasona Stathama, Charlize Theron, Tony’ego Jaa i Kurta Russella.

Nie jest więc żadnym zaskoczeniem, że jednym z największych filmowych wydarzeń roku jest premiera spin-offu serii skupiającego się na agentach Luke’u Hobbsie i Deckardzie Shaw granych odpowiednio przez Johnsona i Stathama. Zwłaszcza wobec tego, że za reżyserię odpowiedzialny jest David Leitch, dzięki Johnowi Wickowi i Atomic Blonde niekwestionowany Mesjasz kina akcji.

Hobbs i Shaw 01.jpg

I film Szybcy i wściekli: Hobbs i Shaw nie rozczarowuje – to wysokiej klasy blockbuster, który znakomicie wykorzystuje przewrotną chemię między dwoma głównymi bohaterami, zarysowaną już w Szybkich i wściekłych 8. Gdy nie występują oni w danej scenie razem, często obserwujemy ich w bardzo zgrabnie poprowadzonej równoległej narracji – czasami jest to podzielony ekran, jak na przykład w bardzo uroczej początkowej sekwencji grającej na kontraście między swojskim Hobbsem robiącym śniadanie w zabałaganionej kuchni i chłodnym Shaw przygotowującym swój posiłek w sterylnie czystym apartamencie; czasami widzimy montaż równoległy, zwłaszcza w scenach walk zestawiających potężnego, ale i nonszalanckiego Luke’a ze zwinnym Deckardem bezwzględnie dążącym do jak najszybszego wyeliminowania przeciwnika.

Ale istota ich relacji leży oczywiście w bezpośrednim kontakcie, gdzie z powierzchownej niechęci mającej ujście w słownych utarczkach i obelgach osiągających przedszkolny wręcz poziom absurdu i ostentacji stopniowo wyrasta więź i duch współpracy. Tu znajduje się zresztą też morał całego filmu: na rzecz dobra ludzkości trzeba działać wspólnie, a widzenie w ludziach wyłącznie ich najgorszych cech nieuchronnie prowadzi do zguby.

Hobbs i Shaw 02.jpg

Inne istotne motywy w filmie to rodzina (jakżeby inaczej? przecież to jednak Szybcy i wściekli) i stawianie czoła własnej przeszłości. W przypadku Deckarda będzie to współpraca z niewidzianą od lat siostrą, Hattie (w tej roli błyszczy Vanessa Kirby), znajdującą się w centrum głównej intrygi, jak również walka z dawnym towarzyszem broni Brixtonem (solidny Idris Elba), teraz cybernetycznie zmodyfikowanym superżołnierzem [sic!]. I nawet jeśli te wątki nie wykraczają poza klasyczne schematy spod znaku odkupienia win oraz zemsty po latach, to poprowadzone są gładko i bez poczucia sztuczności, zaś Hattie stanowi bardzo ciekawą przeciwwagę dla męskiej rywalizacji Hobbs-Shaw.

Hobbs i Shaw 06.jpg

Znacznie ciekawszy jest wątek Hobbsa, który po długiej nieobecności powraca na rodzinne Samoa. Poza dosyć oczywistym motywem ucieczki przed przeszłością i wybaczenia po latach przynosi to refleksję nad przekazywaniem dziedzictwa kolejnym pokoleniom (tu córeczka Hobbsa próbująca dowiedzieć się czegoś o jego dawniejszym życiu), jak również przepiękne miejsce akcji dla finałowej walki w trzecim akcie (choć Samoa jest grane przez Hawaje). Wreszcie jest to już drugi (po disneyowskiej Moanie) raz w ostatnich latach, kiedy pół-Samoańczyk The Rock ma udział we wprowadzaniu kultury polinezyjskiej do hollywoodzkiego mainstreamu, co cementuje jego pozycję jako postaci znacznie istotniejszej niż po prostu „były wrestler” czy „słynny aktor”.

Hobbs i Shaw 05.jpg

Ale oczywiście tego typu film nie byłby kompletny bez efektownej warstwy wizualnej – na szczęście David Leitch jest w tym zakresie gwarantem jakości. Pomimo wysokobudżetowego charakteru produkcji i faktu, że to już dziewiąta część serii reżyser Atomic Blonde odcisnął na Hobbsie i Shaw swój autorski ślad. Jego neonowe kolory bardzo odświeżają i urozmaicają typowo blockbusterową estetykę Szybkich i wściekłych. I nawet jeśli charakterystyczne dla serii tempo nie pozwoliło mu na powolne budowanie klimatu ani na zapierające dech w piersiach mastershoty, to jednak jego fachowa ręka sprawia, że wszelkie sekwencje akcji autentycznie robią wrażenie. Warto zwrócić uwagę zwłaszcza na sceny walki wręcz z udziałem Shaw, który niczym John Wick może wszystko, co wpadnie mu w rękę, uczynić śmiercionośną bronią.

Hobbs i Shaw 04.jpg

Na koniec pytanie retoryczne: czy film, w którym The Rock cytuje Nietzschego (Grę o Tron zresztą też), a dawny znajomy agenta Hobbsa (grany, swoją drogą, przez Ryana Reynoldsa) ma na nazwisko Locke może być czymkolwiek mniej niż pięknym kinowym doświadczeniem?

Hobbs i Shaw to spełniony blockbuster łączący humor i wyrazistą chemię między głównymi bohaterami z Leitchowskimi neonami i widowiskową akcją, a na dodatek ważny krok dla reprezentacji kultury polinezyjskiej w Hollywood – czegóż chcieć więcej?

8 10

Wszystkie załączone kadry pochodzą z oficjalnych zwiastunów filmu.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s